Nic nie pisałam, bo nigdzie nie byliśmy. Żartowałam! Akurat wczoraj zrobiliśmy kolejne 500 km i wycieczka raczej miała na celu zmianę naszego położenia niż większe zwiedzanie tudzież podziwianie. Punktem głównym i w zasadzie jedynym była Tama Hoovera. Oczywiście jak można było się spodziewać jest duża. W końcu to Ameryka, ale szczerze powiem - takie industrialne punkty na naszej mapie odkywców Ameryki niespecjalnie mnie pociągają. Tama spora, dziwny zapach unosił się w powietrzu, coś jakby to nazwać... metaliczny? I spora wilgotność powietrza. Akurat jak przyjechaliśmy na miejsce to przestał padać deszcz, który nas prześladuje od kilku dni. Po tamie skierowaliśmy się w stronę Parku Sekwoi i chcieliśmy bardzo odwiedzić małe miasteczko Edwards gdzie znajduje się Edwards Air Force Base, ale nas nie wpuścili i musieliśmy się obejść widokiem jednego samolotu przed bramą do miasteczka. A na koniec dnia kolacja w amerykanckim stylu w amerykanckiej knajpce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz