Prawdopodobnie już ostatni, ale jaki cudny gorący wręcz jesienny weekend. I spędzony w doborowym geologicznym towarzystwie w Sudetach. Wokół drzewa z liśćmi we wszystkich kolorach tej pory roku. I my, znamy się od trzynastu lat. Uśmiecham się teraz do siebie ponieważ mimo, że skończył się dawno czas studiów, który nas połączył, to do tej pory utrzymujemy kontakt. Każdy ma już swoją rodzinę lub drugą połówkę, większość ma potomstwo, psa, kota, a od wczoraj niektórzy także rybkę. Widujemy się tylko kilka razy w roku, a po dzieciach widać jak czas biegnie do przodu. Skład stały choć niepełny nad czym ubolewam. Oczekuję całej załogi u siebie w grudniu na corocznej geologicznej wigilii:).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz