niedziela, 12 maja 2013

Wschodnie wybrzeże czyli USA po raz drugi

Co czuję gdy myślę o Stanach? Kiedyś gniew, że Amerykanie myślą o sobie jak o wybrańcach losu i chcą rządzić światem. Dziś małą tęsknotę do kraju tolerancji i akceptacji. Po drugiej wizycie w USA wiem, że mogłabym tam przenieść swoje życie. Wymagało czasu moje zrozumienie dla tego narodu i mentalności, niemniej jest to bardzo ciekawe doświadczenie. Patrioci, wychowywani w duchu "Bóg, Honor, Ojczyzna", od małego uczeni tolerancji. I uczeni, że są najlepsi, że ich siła tkwi w narodzie, w jedności. Optymiści, żyjący w świecie wszystkich religii, języków, smaków, zapachów. Czuć wszędzie akceptację dla samych siebie i dla innych, czuć ambicje i podążanie za nimi.
Nowy Jork. Miasto, które nigdy nie zasypia. Metro jest chyba najlepszym lustrem tego miejsca. Zawsze sporo ludzi. Starzy, młodzi, dzieciaki. Czarni, biali, żółci. Wszystkie języki, wszystkie wyznania. Nikt nikogo nie mierzy wzrokiem, tolerancja, spokój. Każda inność jest normalnością. Fantastyczne! Tego możemy się uczyć od Nowojorczyków. Na ulicach rządzą żółte taksówki, na prawie każdym skrzyżowaniu policjanci. Pełno knajp, knajpeczek, restauracji. Podobno jest tutaj więcej jadłodajni niż dni w roku:). Tłum na ulicach przysłania śmieci, które siłą rzeczy dojrzeć można dopiero wieczorem. Zawsze usłyszysz "przepraszam", "dziękuję" i "jak się masz?". Nie ma pośpiechu, za to zawsze jest uśmiech. Amerykanie są specyficzni niemniej w bardzo pozytywny sposób. Czuć tutaj siłę ich narodu. Widać na każdym roku. Przyjmą Cię z otwartymi ramionami. Możesz wszystko, jest tylko jeden warunek - musisz przestrzegać prawa. I może czuć się jak u siebie:).
Waszyngton. Dla odmiany po nowojorskich wieżowcach ze szkła niska zabudowa, wykładzina w metrze, brak tłumów i sporo białych kołnierzyków. Miasto urzędników i dziennikarzy z całego świata. Tutaj nawet można poruszać się samochodem co w Nowym Jorku grozi szybkim popadnięciem we frustracje:). Darmowe muzea, Biały Dom i wokół pomniki wszystkich prezydentów. Urzędowo, wolniej i ciszej niż w Nowym Jorku:).
Dla odetchnięcia świeżym powietrzem wizyta w świecie Amiszów oraz nad Oceanem.
Po półtora tygodnia pobytu czas na przemyślenia i uzupełnienie bloga. Z racji zawodzącego mnie kolejny raz komputera relacji w moim tradycyjnym stylu czyli dzień po dniu, nie ma. Zamieszczam po prostu kilka postów odnoszących się do kolejnych części wyjazdu.
Miłej wycieczki:).
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz