 |
| Jezioro Wanaka |
Krowy na pastwisku niedaleko hotelu patrzyły dość podejrzliwie gdy o świcie na drogę wybiegły dwa człowieki. Do pokonania parę kilometrów w zupełnej ciszy, mija nas kilka aut zaledwie, bo dzisiejszy nocleg mamy w mieścinie Haast, gdzie oprócz hotelu to jest aż stacja benzynowa i może z dwa domy. W połowie drogi przed nawrotką mała nagroda - wizyta na plaży, oczywiście zupełnie pustej, Morze Tasmana. To znaczy myśleliśmy, że jesteśmy sami, bo okazało się, że na tej cudnej plaży jest chmara dziwnych much, które nas pogryzły. Ja ucierpiałam nieznacznie mając na sobie długie leginsy i długi rękaw. Natomiast osobnik towarzyszący w postaci Pawła vel Siwuchy, jak się okazało na drugi dzień, zaczął drapać się bez opamiętania, co spowodowało, że ugryzienia nie wyglądały najlepiej. Nauczka na przyszłość - biegaj w długich rajtkach:). Ja mam strupy na kostkach po dzień dzisiejszy...
Dzisiejszy dzień to trasa z widokami aż do Queenstown - wodospady, rzeczki z niebieską wodą i przepiękne jeziora z turkusową wodą, w lustrze której odbijają się Alpy i piękne białe obłoczki. Pogoda dopisała, jest prawdziwe lato. Queenstown leży nad jeziorem Wakatipu, a najlepszy widok rozpościera się z pobliskiej szczytu, na który dostać można się gondolką. W gondolkach na przemian turyści oraz ociekający testosteronem, zarośnięci, z rozwianym włosem i nieco ubłoconym ciałem prawdziwi mężczyźni ze swoimi rowerami do downhillu. Bardzo przyjemny widok i bardzo przyjemny widok na jezioro ze szczytu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz