niedziela, 11 września 2011

Od jajek z bekonem po hamburgera z frytkami

10.09.2011 sobota

Tak właśnie wyglądął dzisiejszy dzień - prawdziwe amerykanckie śniadanko - jajka, bekon, coś co nazywają "biscuit" czyli niby herbatnik, a w rzeczywistości coś o smaku herbatnika, okrągłe, polane sosem... Naleśniki z syropem klonowym i francuskie tosty. A potem w drogę - przejechaliśmy dzisiaj 370 km i wspięliśmy się na wysokość ponad 2800 m n.p.m.
Zrobiliśmy sobie wycieczkę drogą nr 12 - droga wiedzie cały czas przez góry, które zbudowane są z kremowych i czerwonych piaskowców, a że w Utah są drzewa i rośnie trawa to wyobraźcie sobie te krajobrazy... Cud, miód, orzeszki. Jedyne co, to pogoda - nie dopisała nam dzisiaj prawie w ogóle. Była ulewa w postaci ściany deszczu, były chmury więc na zdjęciach brakuje niebieskiego nieba do tych kolorowych skałek i zielonych łąk. AAAA i wszędzie pasą się steakowe czarne krowy. I konie. Przez drogę w górach przechodzą sobie sarenki, a na poboczu siedział świstak... Ludzi mało, ale nie dziwota patrząc na te przestrzenie. Statystycznie ciężko byłoby tu stać w korku:). Naszym głównym punktem był dzisiaj Bryce Canyon - amazing... brak słów... niesamowite widoki, czerwone i kremowe szpilki, iglice, okienka itd. Zdjęć kilka oczywiście załączam poniżej.
Obiad zjedliśmy w małym miasteczku - amerykańska pizza:). I na koniec po zalogowaniu się w typowym tutaj motelu wybraliśmy się na kolację - hamburgery z frytkami. Brzuchy pełne, piwo wypite, wszyscy umyci więc załączam zdjęcia i idę spać:).













1 komentarz: