Od powrotu do kraju minęło parę dni, a ja nadal jestem pod wrażeniem Stanów. Może to śmiesznie zabrzmi, ale naprawdę ciężko jest opisać Europejczykowi tą amerykańską przestrzeń. Osobiście nigdzie na świecie do tej chwili nie widziałam takich wolnych połaci terenu, dróg ciągnących się w nieskończoność, pasm gór, a za nimi pasm gór, a za nimi kolejnych pasm gór itd. Wszystko w tym kraju jest duże i być może jest to naturalne następstwo tego, na jakim obszarze mieszkają Amerykanie.
Po prostu - skoro Matka Natura obdarowała ich swoją siłą w całej okazałości i zaszalała, mówiąc kolokwialnie, to i ludzie nie chcą być w tyle. No i ta organizacja i wszędobylska prostota. Na każdym kroku widać, że wszystko jest przemyślane, zrobione z głową i dla ludzi - we wszystkich parkach są specjalne punkty widokowe i to tam, gdzie faktycznie chciałoby się zatrzymać. Są ogrodzone i często stoją na nich informacyjne tablice - gdzie jestem, co widzę itd. Do tego na wielu parkingach są toalety - darmowe, zadbane domki. O dziwo da się tak zorganizować temat toalet, że mimo, że są z daleka od cywilizacji i są tak technicznie tylko dziurą w ziemi to nic nie śmierdzi, zawsze jest papier toaletowy, a bardzo często też specjalne mydło w żelu. Przy wjeździe do każdego parku dostaje się darmową mapkę i gazetkę, parking na terenie parku jest darmowy, a do tego wszędzie można korzystać z darmowych busów, które jeżdżą na ekologiczne paliwo. Nigdzie nie widziałam, żeby leżały góry śmieci, ludzie tam dbają o własne poletko, skoro jest zakaz zostawiania jedzenia na widoku, bo są niedźwiedzie to wszyscy tego zakazu przestrzegają. Parkują tylko w wyznaczonych miejscach, a nie gdzie popadnie niszcząc przyrodę. I tak mogłabym wymieniać i wymieniać. Sama kultura jazdy samochodem jest niesamowita. Wynika pewnie też z tego, że nie ma tak tysięcy znaków na każdym skrzyżowaniu. Jest jeden, góra dwa, wszyscy jeżdżą zgodnie z limitem, a limit jest identyczny dla wszystkich pojazdów. Nikt nie zajeżdża nikomu drogi, nie ma wpychania się na siłę itd. Amerykanie są spokojnym narodem i co najważniejsze uśmiechniętym, tolerancyjnym i otwartym na innych. W większości knajp, fast foodów, sklepów pytali skąd jesteśmy, zagadywali czy pomóc itd. Co zabawne - jak tylko padała odpowiedź, że jesteśmy z Polski następowała chwila ciszy i pytanie o coś zupełnie innego. "Poland" to dla nich pewnie jakaś daleka i dzika kraina:).
Z rzeczy praktycznych - spaliśmy praktycznie w motelach jednej sieci, pokoje prawie się nie różniły między sobą, w każdym dwa duże łóżka, łazienka, ręczniki, telewizor, klimatyzacja, totalny brak grzyba:), parking i internet. Cena średnio za jedną noc za cztery osoby oscylowała w granicach 70 dolarów. Aha, w cenie było śniadanie - mufinka lub słodka bułka i kawa, herbata, sok - nie polecam, bo i tak trzeba było się zazwyczaj gdzieś zatrzymać na coś bardziej normalnego:). Nasz sieć to "Motel6".
Wypożyczenie auta - "National" - z wszystkimi ubezpieczeniami i dwoma kierowcami uprawnionymi do kierowania autem to koszt około 600 dolarów. Auto wypożyczyliśmy w LA, oddaliśmy w San Francisco - ponieważ to ten sam stan więc nie było dodatkowych opłat. Paliwo - ceny się wahały w zależności od miejsca, najdrożej chyba było na terenie parków, średnio wychodziło 3,5-4 dolary za galon czyli za 4 litry. Drogi są darmowe:).
Jedzenie - duży zestaw w McD z napojem to koszt około 8 dolarów, obiad w knajpce to około 10-12 dolarów, w sklepie - zwykła bułka 0,5 dolara, gotowa kanapka z wędliną, serem, warzywami to około 3,5-4 dolary, zestaw obiadowy na zimno czyli surówka, mięso, sosik, ziemniaczki to około 12-15 dolarów. Staraliśmy się nie szaleć z jedzeniem, ale powiem tak - nie jest strasznie drogo, ale strasznie tanio też nie. Polecam meksykańską kuchnię - rewelacja! Meksykańska restauracja we Wrocławiu, która należała do moich ulubionych straciła moje uwielbienie. No i pizza - też boska, a cenowo - za taką dużą około 18-19" płaciliśmy około 30 dolarów.
Jeśli chodzi o wstęp do parków - można kupić bilet za 80 dolarów, który ważny jest przez jeden rok i na nim mogą do każdego parku w całych Stanach wjechać cztery osoby (w tym jeden kierowca) przemieszczające się jednym autem osobowym. To jest najbardziej opłacalne gdy chce się jechać do więcej niż jednego parku. Opłata jednorazowa to 20 dolarów od głowy:).
Z praktycznych rzeczy to tyle. Jeśli ktoś ma jakieś pytania to proszę pisać w komentarzach lub na maila nsea@o2.pl
W kolejnym poście będzie bardziej zdjęciowo:).
Pozdrawiam wszystkich czytelników - jestem pod miłym wrażeniem ilości wejść na bloga w czasie naszego pobytu za Oceanem:).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz