17-19.09.2011 sobota, niedziela, poniedziałek
Od kilku dni jesteśmy już w San Francisco. Stąd jutro wieczorem wylatujemy do Paryża i stamtąd już do Warszawy. Ale jak na razie zwiedzamy miasto. Duże oczywiście miasto:). San Francisco jest podzielone na różne dzielnice - każda jest charakterystyczna. Nasz hotek znajduje się na przykład w dzielnicy zamieszkałej przez Azjatów, po drodze do hotelu mijamy Japan Town. W autobusie, który tutaj dojeżdża większość pasażerów ma skośne oczy. Murzyni dominują w tej części miasta gdzie znajduje się centrum finansowe - niestety są to przedstawiciele tej najuboższej społeczności tego miasta.
Na Market St., przy której jest cała masa sklepów, centrów handlowych i biurowców biedaków jest od groma. Niestety ich zapach unosi się wszędzie. Śpią na przystankach, wydzierają się pod sklepami itd. Taki urok najwidoczniej, ale tutejsi Amerykanie ewidentnie na nich nie reagują. W Financial District gdzie znajdują się najwyższe budynki i gdzie królują wszem i wobec białe kołnierzyki męskich koszul biedaków brak. Być może dlatego, że chodniki mają specjalne oznaczenia, że są własnością prywatną i nie można na nich przesiadywać..... Ciekawą dzielnicą jest Castro. Jeśli ktoś oglądał film "Obywatel Milk" będzie wiedzieć o jakiej dzielnicy piszę, a jeśli nie - wyjaśniam - dzielnica ta zamieszkana jest przez homoseksualistów i transwestytów. Tęczowe flagi powiewające na lekki wietrzyku oznaczają, że jest się w Castro. Ale spokojnie - dla wszystkich ciężko wystraszonych - nikt tutaj nie przekracza dopuszczalnych granic. Dzielnica jest po prostu ekstra - wszędzie małe kawiarenki, małe restauracyjki, sklepiki, butiki, bookshopy... Małe domki, małe uliczki. I sklepy z erotycznymi akcesoriami oraz specyficznymi skórzanymi ubraniami:). Sporo tutaj psów - pies jest traktowany jako dziecko pary homoseksualitów więc podejrzewam, że w Castro mieszkają same szczęśliwe i rozpieszczane czworonogi. Aha, wózki dla psów są w tym mieście czymś normalnym, a pies, który sobie jedzie w wózeczku i ma na głowie czapeczkę z daszkiem też nikogo oprócz nas nie dziwi:).
Obok Castro znajduje się dzielnica Mission Dolores - tutaj dawno temu katolicy nawracali i pomagali indianom. Stoi tutaj kościłlek z przepiękną kaplicą i małym cmentarzem. Wyobraźcie sobie płyty nagrobne wśród palm.....
Oczywiście jeszcze wspomnieć muszę o ikonie tego miasta czyli moście Golden Gate. Jest spory, czerwony i pełno przy nim fotografujących. Nie wiem jeszcze jak wygląda wczesnym rankiem w parze z mgłą i wieczorem, ale się dowiem dzisiaj i jutro o 6:40:).
Ponieważ wokół ocean więc San Francisco ma także swoją portową dzielnicę. Pełno tutaj sklepików, butików, dziwnych sklepów z rzeźbami???? w kształcie lwów... nie wiem do czego one służą.... no i stoisk z seafood, gdzie posililiśmy się podczas wczorajszej wycieczki. Widać stąd jak na dłoni Alcatraz i zabudowania dawnego więzienia.
Parę zdjęć poniżej. Pewnie do wylotu już nic nie dopiszę, ale po powrocie do Polski zrobię podsumowanie, może uda mi się dodać filmiki więc zapraszam za tydzień.
 |
| China Town |
 |
| China Town |
 |
| Golden Gate Bridge |
 |
| Golden Gate Bridge |
 |
| Na Goldenie |
 |
| Jedzonko na Fisherman Wharf |
 |
| Alcatraz |
 |
| Foki na Pier 39 |
 |
okręt wojenny na nabrzeżu
|
 |
| czekając na zachód słońca... wokół zamiast zapachu grilla unosi się zapach palonej gandzi |
 |
| welcome to Castro:) |
 |
| Mission Dolores |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz