wtorek, 18 września 2012

Wtorek 18.09.2012 CANNES I NICEA

Złote palmy i gwiazdy kina. Z tym się kojarzy Cannes. I koniec kropka. Miasto niewarte spędzenia więcej niż godziny, w tym 50 minut w kawiarni:). Poza deptakiem, który prowadzi do pałacu festiwalowego, który z resztą wygląda jak wygląda... Jakaś zupełnie niepasująca do reszty budowla bez klimatu i charakteru. Popierdółka.
Ale kawę serwują, byliśmy, sprawdziliśmy. I obawiałam się po espresso serce mi stanie, ale żyję. Po Cannes wizyta w Nicei. Piękne duże miasto z czerwonymi dachami i klimatyczną Promenadą Anglików. To miejsce warte zatrzymania się na dłużej niż espresso. Turystów sporo, słońce świeci. Jest gdzie tutaj chodzić - wąskie, małe uliczki, placyki z fontannami, plaża. Przez przypadek wjechaliśmy na wzgórze z pachnącym ziołami parkiem skąd roztaczała się piękna panorama na Niceę. A po powrocie na kemping okazało się, że mamy jakąś wojnę. Na każdym kroku czołg, rozstawione pociski antyrakietowe czy jak to tam się zwie, a nad głowami - dosłownie - latają wojskowe samoloty. Zajrzę na stronę z wiadomościami, może o czymś nie wiemy:).
PS. Pozdrowienia dla Wszystkich Moich Czytelników, a w szczególności - będę pisać szyfrem - dla ohydnie opalonej Bułgarki, notabene koleżanki z biurka Żanety, którą także ściskam i - w piździec tych ludzi - dla zielonej z zazdrości Perfekcyjnej Pani Domu oraz NIE NIE nie zapomniałam, pana Czaszki. Uściski dla reszty Alejkowiczów - czy reflektujecie na wino do obiadu w poniedziałek? Ja stawiam :).Włoskie!

Anetka, Twoje klimaty jak nic:)

Musiałam:)












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz