czwartek, 16 stycznia 2014

Jezioro, wulkany, jaskinia i o włos od katastrofy lotniczej 16/01/2014

No i masz babo placek. Ten dzień zapamiętam na długo i bynajmniej nie za sprawą dzisiejszych atrakcji przyrodniczych. Najbardziej spektakularny okazał się krótki lot między Auckland a Wellington. Lot z północy na południe wyspy planowo miał trwać godzinę. Przez warunki pogodowe opóźnienie wyniosło 35 minut. Wszystko było pięknie, na pokładzie standardowy filmik o bezpieczeństwie, kamizelkach i maskach - niespodzianka, bo z aktorami z "Hobbita" - na zabawnie (http://www.youtube.com/watch?v=cBlRbrB_Gnc ). No i lecimy. Zasnęłam. Po 45 minutach budzą mnie turbulencje, najpierw słabe, co często się zdarza, ale dzieciaki na pokładzie zdążyły już podnieść lament. Po chwili sytuacja wymyka się spod kontroli - jest lot na ostro, samolotem rzuca we wszystkie strony, ciężko usiedzieć w fotelu.
Po chwili samolot zaczyna spadać - pierwszy raz czuję, że pas się przydaje. Mam wrażenie, że unoszę się z fotela w górę. Dzieciaki milkną, słychać tylko coraz głośniejsze wzdychanie współpasażerów. Pierwszy raz w życiu zaczynam się zastanawiać gdzie jest ta cholerna kamizelka ratunkowa z filmiku, bo przecież nigdy go nie oglądam zbyt dokładnie. Chwilę samolotem szarpie, ale sytuacja zaczyna się uspokajać. Chwila przerwy, nie udaje się podejść do lądowania. Krążymy nad Wellington, w samolocie słychać szum papierowych torebek, zaczyna się wymiotowanie. I chwila i znów powtórka z rozrywki. Tym razem udaje się zejść na tyle, aby wylądować. I ostre lądowanie, głos stewardesy "Welcome to Wellington" - słowa wypowiedziane z ulgą w głosie i oklaski pasażerów. Jednym słowem było ciężko, ale szczęśliwie jestem teraz w łóżku, słucham muzyki i piszę:). A zatem czas na kilka zdań odnośnie dzisiejszego spokojnego dnia:).
Dzień rozpoczęty wcześnie zdjęciami wschodu słońca nad największym jeziorem Nowej Zelandii - Taupo. Ciepło - o 5:45 jest 13 stopni. A później cały dzień w samochodzie z przystankami - jak to już dało się zauważyć, w tym kraju każdy znajdzie coś dla siebie - więc dzisiaj trzy wulkany o maorysko brzmiących nazwach Ruapehu, Ngauruhoe i Tongariro - gratka dla każdego geologa. Wokół wulkanów początkowo iście księżycowy krajobraz z popiołami porośniętymi kępkami szarawo-zielonej trawy. Czyli, jak przystało na rejon, gdzie nachodzą na siebie dwie płyty tektoniczne i trzeba się liczyć, że Matka Natura pokaże swe prawdziwe oblicze w postaci erupcji wulkanicznych. Jedziemy dalej, na zachodnie wybrzeże. Po drodze coraz bardziej zielono i w tej części wyspy królują na pastwiskach owce. Ilości niezliczone, z opuszczonymi łebkami spokojnie zajadają zieloną trawę. Na zachodzie czeka na nas, najpierw spowity w chmury, szczyt najpiękniejszego stożka wulkanicznego - Egmont. Szczyt ośnieżony, zaczyna się pomału wyłaniać zza chmur i pozwala się sfotografować. Wokół zielono, a na pastwiskach prym wiodą stada krów. Jedziemy na północ w stronę lotniska w Auckland. Na trasie jeszcze jeden przystanek - jaskinia Waitomo. Jaskinia zaskakuje temperaturą - jest ciepło, 15 stopni. W wapieniach rzeka wydrążyła korytarze, teraz (uwaga! w skali czasu geologicznego:)) tworzą się tam piękne stalagmity, stalaktyty i stalagnaty, ale ale .... największą atrakcją są świecące w ciemności larwy muchówek. Fantastyczne wrażenie - płyniemy małą łódeczką w zupełnej ciszy, otoczeni jedynie przez małe zielone punkciki i echo kapiącej wody. Cudowne wrażenie - niestety nie mam zdjęć z powodu zakazu fotografowania stąd link do strony, abyście mogli sami popodziwiać - http://www.waitomo.com/Glowworm-Caves/Pages/Waitomo-Glowworm-Caves-Photo-Gallery.aspx A poniżej zdjęcia wulkanów. Z samolotu też zdjęć nie mam:).

Egmont

w dobrej formie od rana:) / Taupo

świt/ Taupo

wschód słońca/ Taupo

Taupo

wracając ze wschodu słońca/ Taupo

wracając ze wschodu słońca/ Taupo

wschód słońca/ Taupo

Ruapehu

Ngauruhoe

owce/ Ruapehu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz