niedziela, 13 kwietnia 2014

Tajemnicza Vivian

Przeczytałam w gazecie artykuł. Wiecie, ludzie mają to do siebie, że skrywają tajemnice, które potrafią mocno zaskoczyć. O takiej odkrytej tajemnicy był ten artykuł oraz film, który oglądnęłam kilka dni później. A całość o amerykańskiej niani, trochę ekscentrycznej, która żyła w swoim własnym świecie i uwieczniała go na kliszy fotograficznej. Urodzona w latach dwudziestych w Nowym Jorku wybrała taki a nie inny zawód, aby móc spędzać czas przemierzając ulice amerykańskich miast i fotografując. Zabierała swoich podopiecznych na długie spacery po głównych arteriach Nowego Jorku czy Chicago, ale również do dzielnic, gdzie żyła biedota. Aparat zawieszony na szyi miała cały czas.
A aparat też był nieco ekscentryczny - Rollerflex z dwoma obiektywami, na kliszę w formacie kwadratu, na której mieściło się zaledwie 12 zdjęć. Cała tajemnica polega na tym, że Vivian nie chwaliła się światu swoimi zdjęciami. Część pewnie wywołała, większość natomiast lądowała w jednym z licznych kufrów i kuferków. Po latach klisze trafiły w ręce Johna Mallofa, który odkrył przed światem naprawdę dobre zdjęcia Vivian. Nakręcił również film o tym, jak poszukiwał informacji o Vivian, o tym jaka była, czasem przerażająca w swoich zachowaniach, jak miała obsesję na punkcie zbierania gazet i składowania ich w swoich kolejnych pokojach w kolejnych domach, gdzie pracowała jako niania. Film o Vivian, o próbie zrozumienia jej i jej spojrzenia na świat. A ten świat widać w 150 tys. zdjęć, jakie po sobie zostawiła. Zdjęć w większości czarno-białych, którym swoisty klimat nadaje kwadratowy format. W większości zdjęcia ludzi robione ot tak, na ulicy, bez ustawiania, pozowania. Proste, a zarazem skomplikowane ujęcia. Świat Nowego Jorku, Chicago na przełomie kilkudziesięciu lat. I zdjęcia z podróży wokół świata, samotnej podróży samotnej kobiety z aparatem.
 













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz