sobota, 16 sierpnia 2014

Trójmiasto wersja sprint

Ostatni raz nad polskim morzem byłam długie lata temu. Niepewność pogody oraz ilość kilometrów z Wrocławia nigdy nie zachęcały. Dlatego wycieczka na trzy dni do Trójmiasta owszem, ale samolotem. Z Wrocławia do Gdańska lata Ryanair, lot trwa niecałą godzinę plus godzina przed odlotem na lotnisku i tak naprawdę po trzech jest się już w Gdańsku i można szaleć. Mój lot z Wro do Gdn trwał trochę dłużej.... opóźnienie 3-godzinne z powodów technicznych... Nic to, teraz walka o odszkodowanie. 
Trójmiasto pełne ludzi, na ulicach słychać często języki skandynawskie i niemiecki. Dużo turystów, spory ruch na drogach, spory w miejscach polecanych przez przewodniki. 
Gdynia - deptak nad samym morzem to punkt obowiązkowy. Dar Pomorza i Błyskawica w otoczeniu sklepików z tandetą mniejszą i większą. Z głośników starszy pan zaprasza na rejs statkiem po okolicy i trochę dalej. Panie w niebieskich fartuchach w białe kropki niczym z baru mlecznego z lat 80' serwują w budce mało zachęcające ciepłe przekąski. Zresztą budki same wyglądają jak z lat 80'. Trochę szkoda, ewidentnie brakuje tu powiewu młodości. A toalety wszędzie płatne. Za to wstęp na miejską plażę zupełnie za darmo. I chwila relaksu.




















Sopot - dla mnie to głównie molo, wstęp płatny 7,50 pln, kolejka do kas na 15 minut. A w kasie panie o średniej wieku 150 lat, które - znów jak za czasów Gierka - przez głośniczek poganiają oczekujących charakterystycznym tonem. Czy to podróż w czasie? Molo wynagradza. Długi deptak, drewniany, w dobrym stanie. Na końcu mała knajpka, gdzie w pełnym słońcu kawkę i ciasto z chęcią spożyć należy. A przy molo sławny Monciak - niskie odnowione kamieniczki, sporo turystów, sporo rowerzystów.

























Gdańsk - Długi Targ to wizytówka turystyczna tego miasta. Piękne kolorowe kamieniczki wzdłuż, zachęcające restauracje, nawet hamburgerownia, lodziarnie, kafejki. I Wojciech Cejrowski sprzedający swoje książki, bez butów, rozdający autografy. Zaraz za fontanną Neptuna i Dworem Artusa zaczyna się Jarmark Dominikański. Na całe szczęście to, co tutaj można nabywać, nie pochodzi w większości z Chin. Chociaż oscypki z Podhala lekko mnie zdziwiły. Być może to z zazdrości, że w polskich górach tej zimy sezon raczej nie dopisał, a nad morzem wręcz przeciwnie - lato, jakiego chyba dawno tu nie widziano. 
Nad Motławą oczywiście żuraw z dawnych czasów, drewniany, odrestaurowany prezentuje się pięknie w otoczeniu ładnych kamieniczek. Ulica Mariacka ciesząca oko wyrobami z bałtyckiego bursztynu i na jej końcu kościół mariacki, który daje schronienie przed gorącymi promieniami słońca. Nieco dalej od historycznego centrum nowoczesny stadion, który faktycznie lśni w słońcu niczym bursztyn. To chyba najładniejszy z naszym Euro_2012_wyrobów. A dalej za stadionem Stocznia Gdańska. Najbardziej mnie dziwi, że nigdzie nie ma znaków, że parking, że zjedź tu i tu. Wręcz przeciwnie - same zakazy skrętu z powodu budowy muzeum na terenie stoczni, zaraz przy sławnej Wałęsowej bramie. Ten budynek to coś. Elewacja zrobiona z materiału przypominającego statek w zaawansowanym stadium pokrywania się rdzą. Na moje oko koncepcja może i słuszna, ale zupełnie niepasująca do otoczenia. Brama do Stoczni i pomnik w formie ściany upamiętniający wydarzenia sprzed trzydziestu kilku lat robią się strasznie małe i zupełnie niepotrzebne... A chyba nie o to tu chodzi? Szkoda, że na tą chwilę nie ma tutaj nawet miejsca do zaparkowania.... Polska.... Najważniejsze, że w Gdańsku też jest plaża i po rybnym obiedzie można odpocząć na piasku. Późnym popołudniem jest na niej mało ludzi, można swobodnie pospacerować, posiedzieć, pokontemplować. Niepokój wzbudza ilość petów, bo gdy zbierałam muszelki nagle zaczęłam się zastanawiać co ja zbieram, czy aby nie powinny to być niedopałki, tyle ich wszędzie. Umiejętność niedbania o swoje to chyba cały czas cecha narodowa Polaków. A wielka szkoda, bo w przypadku nadbałtyckiego piasku plażowicze znad innych mórz mogą nad pozazdrościć. 





































Bardzo lato dopisało w tym roku i wycieczka udana. Mimo mojego zrzędzenia na tematy narodowościowe i wytykania takich charakterystycznych widoków dla Polski, jak brak parkingów z prawdziwego zdarzenia przy najbardziej popularnych plażach czy setki straganików i bud z badziewiem z Azji, to Trójmiasto ma swój klimat i to dzięki turystom ożywa w sezonie wakacyjnym. Ten nieco wydłużony weekend był raczej typowo pod zwiedzanie, na plażowanie sensu stricto czasu nie było. 
Polecam z Wrocławia wyprawę samolotem. Oszczędność czasu spora, na miejscu wynajem auta i można zwiedzać. Dla mojej Mamy był to pierwszy lot w życiu co było dodatkową atrakcją. I okazało się, że strach ma duże oczy, a sam lot nie taki straszny, jakim go malują.
Myślę sobie, że i na jesienny weekend Trójmiasto to też całkiem interesujące miejsce....

1 komentarz: