środa, 12 października 2011

Jesienne przemyślenia

Powiem tak - jesień w pełni, a ja na nic nie mam czasu. A wydawać by się mogło, że skoro słońca na dworze mniej to znajdzie się chwila na książkę i gorącą herbatę. Nic bardziej mylnego. Otóż muszę się przyznać, że nawet nie skończyłam jeszcze obrabiać zdjęć z wakacji do końca. Na całe szczęście brak czasu biorę za dobrą monetę. Ten rok jest permanentnie rokiem zmian, a okazuje się, że to jeszcze nie koniec. I mimo, że pora roku jest na zapadanie w zimowy sen to ja wręcz przeciwnie - właśnie budzę się do walki. Nie zapeszam więc szczegółów zdradzać na razie nie będę.

W każdym razie muszę przyznać, że studia podyplomowe w moim wieku nie są wcale taki złym pomysłem, a ci z Was, którzy mnie znają trochę lepiej wiem, że się zdziwili jaki kierunek wybrałam. Zarządzanie szeroko pojęte zawsze było dla mnie czarną magią i pozostawało gdzieś z tyłu głowy pod całą masą innych pomysłów zupełnie nie związanych z optymalizacją czegokolwiek. Raczej lekkie unoszenie się nad powierzchnią ziemi mam we krwi niż studiowanie technik manipulacji innymi, a na stare lata okazało się, że studia przygotowujące do menadżerowania mogą być bardzo interesujące. Dużo w tym zasługi ludzi, którzy prowadzą zajęcia i sposobu przekazywania wiedzy. Nie sama sucha teoria i regułki z książek, a ciągła rozmowa, analizy, ćwiczenia. Sporo się dzieje przez weekend, sporo dobrej energii i pozytywnych efektów. Rodzą się nowe znajomości, zdarzyło się nam nawet wyskoczyć wspólnie na piwo mimo, że widzimy się raz w miesiącu. A na zajęciach - działanie, działanie, działanie. I co dziwne - może to tylko zbieg okoliczności, ale ja w takowe nie wierzę - kilka osób zmieniło pracę odkąd chodzi na zajęcia:). Warto uwierzyć w siebie, a jak nie dużo potrzeba, żeby to zrobić uświadamiam sobie z każdym weekendem poświęconym na naukę. To takie moje jesienne przemyślenia, ale na książkę i herbatę i tak znajdę czas, bo książka i herbata też sporo mogą wnieść. 
Gdziekolwiek jesteście, cokolwiek robicie - walczcie, bo warto! Zatrzymajcie się na chwilę, zróbcie analizę, skalkulujcie i do przodu:). Buziaki dla Wszystkich Czytelników!

2 komentarze:

  1. Ja tam walczę permanentnie. Już mam czasem dość tej walki :) Ale tak czy siak polecam. Samorealizacja może brzmi tandetnie, ale na dłuższą metę się opłaca. Same plusy. A człowiek, który jest szczęśliwy, spełnia się, realizuje swoje marzenia jest bardzo atrakcyjny również dla innych.
    Anularia

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ropoczełam studia dopiero po trzydziestce.Zrozumiałm, że najważniejsze jest się w życiu najpierw wyszaleć, urodzić dziecko, przezyć prawdziwą miłość bez happy endu, przypalic kilka garnków i zjeśc nie dopieczony obiad. Kupić kota, psa, nowy samochód, odwiedzać egzotyczne kraje i chodzić na bosaka po domu. Studia pozwoliły mi odnaleźć swoją druga naturę, istoty inteligentnej, przedsiebiorczej i kreatywnej. Odkrylam mozliwosc nawiazania nowych kontaktow towarzyskich i zawodowych oraz wyłoniły we mnie nie odkryte cechy mojej osobowosci, przez co zycie moje dzis nie jest banalne..

    OdpowiedzUsuń