piątek, 28 października 2011

Zus, vat, pit, nip, regon, ceidg.....

Powiem tak - w naszym kraju ilość księgowych przestała mnie właśnie zadziwiać. Jestem w trakcie zakładania własnej działalności i przechodzę przez ścieżkę zdrowia związaną z wszelkimi papierami, podatkami, podaniami, wnioskami i rozmowami z wszystkimi urzędnikami, na których trafiam. Dodatkowo jeszcze korzystam z porad zaprzyjaźnionej księgowej - dzięki wielkie Asiu - która, gdyby pobierała opłatę za porady w tej materii, na mnie mogłaby zbić majątek. A podobno jest tylko jedno okienko...


W praktyce są co najmniej trzy chociaż jak znam te nasze wszelakie ustawy pewnie nie jedna osoba zaliczyła ich więcej. O dziwo w mojej gminie urzędnicy są mili (poza jedną panią w Urzędzie Skarbowym, która popatrzyła na mnie spod byka gdy wparowałam do urzędu o 7:32 i przerwałam nalewanie mleka do kawy). I dzięki temu, że mają jeszcze sporo cierpliwości - być może dlatego, że zawsze jestem pierwszym petentem danego dnia - odpowiadają na wszystkie moje pytania. A ci, którzy mnie znają wiedzą, że moja blondyniarska głowa nigdy nie była w stanie zapamiętać żadnych ekonomicznych pojęć. I mój mąż, który tłumaczy mi ile tak naprawdę zapłacę za zimowe opony gdy odejmę vaty-pierdaty, wrzucę w koszty tralalalala przyjął już chyba do wiadomości, że to oczywiste, że na koniec i tak zadam jakieś pytanie, które będzie wskazywać na to, że nic nie kapuję:). Więc wyobraźcie sobie mnie w urzędzie z całą pulą jakiś dziwnych papierów. A to dopiero początek, bo jak już wypełniłam wniosek CEIDG, a później VAT-R, a później ZUA (fajne, co?) to teraz pewnie dowiem się, że muszę coś tam poprawić, bo źle coś wypełniłam... A jak tylko działalność ruszy to się dopiero zacznie więc pomysł, że sama będę robić wszelkie rozliczenia, płacić podatki, ubezpieczenia i inne te wszystkie opłaty, które muszę wnieść tu i tam odpada! Chyba, że dostanę instrukcję jak mam policzyć, gdzie przelać i nie będę musiała nad niczym się zastanawiać:). Jeszcze dochodzi pamiętanie dat - do tego przelew na to, do tamtego na tamto.. Czy nie byłoby prościej ustalić jednej daty? Ale nie, bo podobno księgowe by się nie wyrobiły z naliczaniem tych wszystkich stawek. To może trzeba mniej podatków i mniej opłat? Nie, bo to ma wpływ na gospodarkę.... I kółko się zamyka. W każdym razie God bless Internet! Tu przynajmniej można poczytać laickim językiem o wszystkich tych pitach, nipach, vatach i całej reszcie i nie czuć się jak ostatnia blondynka-ignorantka w świecie inflacji, netto-brutto, kosztów i składek...... Ale z drugiej strony cieszę się, że moja głowa wolna jest od tych pojęć - od czego w końcu są te wszystkie miliony księgowych???:):):)

1 komentarz:

  1. Kochana! się nie martw:) od czego masz mnie;)))
    zawsze Ci pomogę - i oczywiście wystawię fakturkę..., od której odliczysz sobie Vacik i Podacik!

    OdpowiedzUsuń