Ostatni dzień w Gruzji. Późnym rankiem wyruszamy w miasto. Najpierw wycieczka do pałacu prezydenckiego. W końcu jesteśmy w stolicy kraju:). Pałac jak to pałac, wokół ogrodzenie i strażnicy. Zastanawiające jest jednak to w jakim stanie są wszystkie okoliczne budynki - ruiny domów mieszkalnych. Tutaj chyba są w najgorszym stanie w całej Gruzji. Walące się chatki z paskudnymi podwórkami. Jak zatem prezydent przyjmuje gości? Zakrywa im oczy jadąc do pięknego pałacu przez te ruiny? Widok jest odstraszający, a my się już trochę przyzwyczailiśmy. Szok muszą przeżywać wszyscy, którzy tutaj zawitają. Póżniej mała wycieczka do łaźni. Łaźnie są wybudowane pod powierzchnią, a nad widać jedynie dość specyficzne kopuły.
Do środka nie wchodziliśmy - moja ekipa wystraszyła się, że ktoś ich będzie tam mył. Chodziło o masaż, który można sobie wykupić jako dodatkową atrakcję, a masaż ten podobno przypomina po prostu mycie całego ciała przez nieznajomą osobę:). W każdym razie robimy kilka zdjęć i udajemy się do winiarni. Dzisiaj dzień zakupów przedwyjazdowych. Później jeszcze zakupy w markecie - sery gruzińskie, słodycze, sosik w słoiczku, dżem z granatów, piwo. Obiad zjadamy w poleconej knajpie z khinkali czyli tymi pierożkami-sakiewkami. Niestety jak dla mnie najgorsze jedzenie jakie do tej pory tutaj jadłam. Khinkali z serem to zupełne nieporozumienie. Z ziemniakami i grzybami - bez żadnego szału. Najlepsze są z baraniną. W ogóle tradycyjne khinkali są z mięsem i takich powinno się smakować przede wszystkim. W końcu w tym kraju jedzenie jest niezbędne do napicia się czaczy:). Żegnamy się z Gruzją, żegmany się z hostelem. A właśnie, hostel. Powiem tak - najlepsze miejsce na nocleg. Idealnie wpasowane w to miasto. Idealnie dopasowane do tutejszego klimatu dnia codziennego. Prowadzone m.in. przez Polaków, którzy służą poradą gdzie zjeść, gdzie pójść na dłuższy, gdzie na krótszy spacer, co warto, a co omijać. Jeśli ktoś nie potrzebuje spędzić urlopu w hotelu z basenem i nie boi się troszkę zaryzykować to polecam. Mieszkają z nami ludzie z całego świata, jest naprawdę super. Wieczorem w piątki obowiązkowy jest grill z pysznymi sałatkami. Rano śniadanie - pieczywo, dżemy, płatki, mleko, kawa, herbata. Są trzy prysznice, dwie toalety. Taras i balkon. I wspólny salon, gdzie większość spędza wolną chwilę. Miło i przyjemnie. Nic dodać, nic ująć. Aż chwilami czuję się jak za dobrych studenckich czasów kiedy mieszkało się w schroniskach i jeździło na stopa.
Jutro o tej porze będę już bawić się z moim Kitkiem w domu. Do Gruzji pewnie jeszcze kiedyś zawitam. Czekają choćby góry:).
I najlepsze życzenia dla Jubilatów:).
Do zobaczenia w Polsce!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz