sobota, 7 kwietnia 2012

Sobota, 7.04.2012


Obudziliśmy się pełni nadziei na prysznic. W koedukacyjnej łazience kolejka. Jest woda. Po toalecie zasięgnęliśmy języka u Piotrka - co warto, gdzie mamy iść, co omijać itd. Pogadaliśmy przy kawie, spakowaliśmy przezornie polary chociaż nie wiem po co, bo na dworze ponad 20 stopni i wyruszyliśmy na podbój nieznanego nam świata. Tbilisi okazało się przyjemnym miastem, czystym pod względem śmieci, ale szarym i brudnym pod względem stanu budynków i ulic.
Minęliśmy w czasie pierwszego spaceru sporo rzeźb charakterystycznych swoją wielkością dla krajów postkomunistycznych. Brakowało jeszcze gdzieś popiersia Stalina. Zgodnie z mapą dotarliśmy na nogach do Starego Miasta. Na zboczu wzgórza unoszą się zabudowania - kamienice z charakterystycznymi dla Gruzji kolorowymi drewnianymi balkonami. Na szczycie twierdza, którą chcemy odwiedzić wieczorem. Mijamy też liczne kościoły, w którym panuje ruch i kręci się interes sprzedaży palemek. W końcu święta za pasem:). Przechodzimy na drugą stronę rzeki Mtławy i spacerujemy bulwarem aż do nowego modernistycznego mostu, który Gruzionom przypomina ... podpaskę. A później wizyta w lokalnej knajpce na obiedzie. Z polecenia Piotrka tutaj zawitaliśmy - zależało nam na tradycyjnym gruzińskim jedzeniu. W karcie dań znajdujemy ichniejsze placki podawane z różnego rodzaju nadzieniem. Przesadzamy z ilością nie wiedząc jeszcze co nas czeka. Chłopaki zamawiają coś w kształcie pizzy - jedno z mięsem, drugie z serem. Nadzienie od góry też przykryte jest ciastem. Dziewczyny zamawiają łódki - bułki w kształcie kajaków z nadzieniem - ja serowym z warzywami i szynką, Marta z sałatką z sałaty, ogórka, sera i oliwek. Zjeść do końca - nie sposób, ale po wyjściu z knajpki zawaracamy parę metrów do poleconej lodziarni. I faktycznie - lody tanie nie są, ale smakują rewelacyjnie! Na taki deser można chadzać codziennie:). Wracając ze spaceru wstępujemy do piekarni - piekarnia jest w piwnicy i sprzedają w niej przede wszystkim ... wino. Wino dojrzewa tutaj właśnie w specjalnych glinianych donicach. Kosztujemy trzech różnych, pani jest bardzo miła, mówi po angielsku. Po degustacji zakupujemy dwie butelki z myślą o dzisiejszym barbecu, które organizuje nasz hostel:). A teraz leżymy już w swoich kojach na piętrowych łóżkach i chłopaki pochrapują, a my zaraz do nich dołączymy, każde na swoim pięterku:). Załączę zdjęcia i idę spać. Jest 17 z minutami, do grilla jeszcze trzy godziny. Czas na relaks:).
lemoniada i piwo
smakołyk - kandyzowane owoce, ale nie wiem jakie:)
rachunek po gruzińsku
placek z mięsem
placek z serem
kajak z warzywami i serem na zimno
kajak zapiekany z serem, papryką i szynką
wejście do jednej z wielu galerii na Starym Mieście
wejście do kamienicy
most w kształcie podpaski
standardowa uliczka na Starym Mieście

sprzedaż palemek przed kościołem












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz