niedziela, 16 września 2012

Sobota 15.09.2012 San Gimignano i Volterra


I można? Można! Znalazłam kolejne swoje miejsce na ziemi. Trochę daleko z mojego San Francisco, ale da się zrobićJ. San Gimignano! Przepiękne miasteczko w górach, czerwone dachy, stare mury, wąskie uliczki. Spacerować tędy – bezcenne. Turysty są, ale mniej niż w pozostałych miastach, które odwiedziliśmy. No a Florencja…. Przez wizytę w niej wycieczka do Rzymu spada na koniec mojej listy marzeń. San Gimignano jest kameralne, nieco zimne ze względu na mury, ale baardzoo klimatyczne.
Bardzo w moim klimacie:). Małe knajpki, małe sklepiki. Znana na całym świecie lodziarnia, w kolejce do której za nami ustawia się para młoda ze swym orszakiem. Ślubów tutaj od groma. Lody oczywiście figowe i lawendowe:). Należy próbować nowych smaków. A po spacerze w tym przepięknym zakątku jedziemy do Volterry gdzie zaskakują prawie puste ulice. Próbuję nabyć biżuterię z alabastru – odmiany gipsu z tych stron. Szkoda, że w każdym sklepie jest to samo aż zaczynam wątpić czy ten alabaster to stąd czy może made in China. Najważniejsze,  że stare mury pozwalają odetchnąć. Trochę zdjęć w wąskich uliczkach, trochę okiennic i prania nad głowami i wracamy na kemping. Jutro żegnamy Italię i witamy Francję.












oczywista oczywistość:)
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz