poniedziałek, 13 maja 2013

Między Waszyngtonem a Nowym Jorkiem

Wracając z Waszyngtonu do Nowego Jorku znaleźliśmy chwilę na wizytę u Amiszów. Wprawdzie liczyłam na tradycyjne miasteczko, ale niestety nie udało nam się go znaleźć i trafiliśmy do wersji cywilizowanej. Amisze (Amiszowie?) poruszają się po drogach specjalnymi bryczkami nazywanymi buggy, chodzą specyficznie ubrani - czarny kolor dominuje, kobiety w sukniach po kostki i czepkach na głowie, mężczyźni w czarnych spodniach, białych koszulach i słomkowych kapeluszach.
Minęliśmy kilka buggy w akcji i pokręciliśmy się trochę po miasteczku, ale wiele oznak bytności Amiszów niestety nie zobaczyliśmy.
Kolejny punktem na trasie była kawa w Filadelfii.
I kolejnym przystanek w Ocean City - ocean powitał nas niezłym wiatrem. Na deptaki zjedliśmy porządny kawał pizzy, pooddychaliśmy świeżym powietrzem i wróciliśmy na shopping day do Nowego Jorku. A potem było 8 godzin w samolocie do Europy:).
 
Ocean City

Ocean City

Ocean City

Ocean City

ach te samochody z wypożyczalni:)

buggy

buggy

Amiszka

takie znaki tylko w Pensylwanii

Filadelfia

Filadelfia Independence Hall



 
 

1 komentarz:

  1. Nie ukrywam, że prowadzisz bardzo fajny blog. Z wielką chęcią i zaciekawieniem czytam Twoje opowiadania, napisane z wielkim uczuciem, tak że nabiera się ochoty również tam pojechać, kto wie może kiedyś...
    Serdecznie pozdrowienia :-)
    Marcin S.

    OdpowiedzUsuń