Wracając z Waszyngtonu do Nowego Jorku znaleźliśmy chwilę na wizytę u Amiszów. Wprawdzie liczyłam na tradycyjne miasteczko, ale niestety nie udało nam się go znaleźć i trafiliśmy do wersji cywilizowanej. Amisze (Amiszowie?) poruszają się po drogach specjalnymi bryczkami nazywanymi buggy, chodzą specyficznie ubrani - czarny kolor dominuje, kobiety w sukniach po kostki i czepkach na głowie, mężczyźni w czarnych spodniach, białych koszulach i słomkowych kapeluszach.
Minęliśmy kilka buggy w akcji i pokręciliśmy się trochę po miasteczku, ale wiele oznak bytności Amiszów niestety nie zobaczyliśmy.
Kolejny punktem na trasie była kawa w Filadelfii.
I kolejnym przystanek w Ocean City - ocean powitał nas niezłym wiatrem. Na deptaki zjedliśmy porządny kawał pizzy, pooddychaliśmy świeżym powietrzem i wróciliśmy na shopping day do Nowego Jorku. A potem było 8 godzin w samolocie do Europy:).
 |
| Ocean City |
 |
| Ocean City |
 |
| Ocean City |
 |
| Ocean City |
 |
| ach te samochody z wypożyczalni:) |
 |
| buggy |
 |
| buggy |
 |
| Amiszka |
 |
| takie znaki tylko w Pensylwanii |
 |
| Filadelfia |
 |
| Filadelfia Independence Hall |
Nie ukrywam, że prowadzisz bardzo fajny blog. Z wielką chęcią i zaciekawieniem czytam Twoje opowiadania, napisane z wielkim uczuciem, tak że nabiera się ochoty również tam pojechać, kto wie może kiedyś...
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrowienia :-)
Marcin S.