Nie powiem, swego rodzaju wyzwanie, gdy nie ma się dzieci, zająć się w weekend dwunastolatką. Odpowiedź na dzisiejsze pytanie "Jak minął weekend?" w skali od 0 do 10, gdzie 0 = totalna nuda, ocena Gosi wyniosła 10 więc zadanie melduję wykonane:). Rozpoczęłyśmy weekend piątkową kolacją w postaci pysznych hamburgerów - polecam nowy lokal we Wrocławiu Sztrass Burger
https://www.facebook.com/SztrassBurger?fref=ts.
A w sobotę zaczęła się jazda. Dosłownie:). Porankiem zabraliśmy naszą kiełczowską sąsiadkę Monikę z Jej córką Hanią do Chwałowic do stadniny Amazonka
http://www.amazonka.wroc.pl/. I Gosia i Hania chyba trochę nie mogły się doczekać swojej pierwszej jazdy więc tym bardziej cieszę się, że doświadczyły swego pierwszego razu na koniach w mojej obecności:). Dziewczyny jeździły na ujeżdżalni robiąc głównie ćwiczenia jak młynek czy martwy Indianin. W tym czasie wujek trzaskał zdjęcia, Monika cała spięta wyczekiwała z niecierpliwością końca mając w głowie najgorsze wizje:). Skąd ten brak zaufania do dziecka?:) I Hania i Gosia poradziły sobie świetnie. W tym czasie ja poszłam jeździć w odosobnieniu - chyba, żeby wstydu nie było przed dzieciakami, że nie daję rady:). W każdym razie to było pół godziny przypominania sobie jak się jeździ konno i skoro na następnej lekcji mam jeździć w zastępie musiało pójść całkiem ok. Po tej wycieczce do Chwałowic zostaliśmy w Kiełczowie - wiejska impreza w miejsce dożynek z koncertem "Łez"....No ja nie wiem ile ten zespół zarabia, ale skoro przyjeżdżają do wioski pod Wrocławiem grać to chyba się nie przelewa:). Były atrakcje dla dzieciaków, tańce, dmuchane zjeżdżalnie, wieczorem koncert, a potem dyskoteka. My po koncercie poszliśmy spać, bo sobota wyczerpująca, a niedziela... W niedzielę pupy na rowery i w stronę Wyspy Opatowickiej. I tutaj coś, co odkryłam całkiem niedawno - park linowy -
http://www.opatowicka.pl/ . Jest moc! Spędziliśmy z cztery godziny wspinając się po drabinach, przełażąc po linach, tunelami i zjeżdżając na tyrolce. Uwaga dla rodziców - jeśli Wasze dziecko jest... hm... strachliwe to lepiej tam nie idźcie. Staliśmy na drzewie w korku - był spory problem z przekonanie 10-latka do pokonania jednego z odcinków trasy. A jak się już wlezie to nie ma zejścia - trzeba iść do końca. Tak czy owak teraz odpoczywamy i pozdrawiamy rodziców Gosi, którzy w porównaniu z nami na bank się obijają w Zakopanem:).
 |
| Gosia na Dukacie |
 |
| Hania |
 |
| Sceptyczna Monika:) |
 |
| początek trasy linowej |
:) oba miejsca nam znane, przez nas lubiane i polecane. Wojtek co prawda zaliczył na razie tylko Małpkę, ale już się wyrywa na trudniejsze. Problem w tym, że nie sięga lin i trzeba iść za nim i go do wszystkiego przypinać, ale i tak zabawa fajna. Koniki u Olka też super, swoją drogą kiedyś Ty się nauczyła jeździć?
OdpowiedzUsuńJakoś tak wyszło pewnej jesieni, a teraz wielki powrót w siodło:). Początki więc tyłek będzie bolał:). Buziaki dla Wojtka! nsea
OdpowiedzUsuń