14 lotów.
Samolotem pokonane 49 628 kilometrów.
3 auta.
Przejechane 4 462 kilometry.
13 hoteli.
21 dni w drodze.
Najniższa temperatura – Nowa Zelandia, Christchurch, -10
stopni Celsjusza o 5 rano.
Najwyższa temperatura – Australia, Uluru, +43 stopnie Celsjusza.
Przestawienie zegarków – brak, bo różnica w Nowej Zelandii w
stosunku do Polski to 12h.
Podsumowując - po tej
wyprawie wiem jedno – każde miejsce na kuli ziemskiej jest w moim zasięgu. Nawet
trzy dni spędzone w samolotach okazały się całkiem znośne. Zawsze można wziąć
prysznic w Hongkongu za 60 pln (warto było!) na poprawę nastroju. Trud podróży
zawsze i wszędzie zostanie wynagrodzony tym nowym miejscem, które czeka na
odkrycie. Trzy tygodnie urlopu, trzy tygodnie totalnego wyluzowania aż do tego
stopnia, że czasem nie wiedziałam jaki jest dzień tygodnia. Dzięki ci Matko
Naturo za te dary! Kocham to.
Gratuluje!!! Super wyprawa
OdpowiedzUsuń