 |
| Opera, symbol Sydney |
Szok. Po dwóch tygodniach obcowania z przyrodą ląduję w jednym z największych miast świata. Sydney. Pierwsze wrażenie - co ja tu robię??!! Ludzi chyba tyle, co w całej Nowej Zelandii, korki, hałas, biurowce... Co tylko mnie utwierdza w przekonaniu, że mój świat jest bliżej Matki Natury. Niemniej każde nowe miejsce to nowe doświadczenie, a zatem czas na spacer. Hotel usytuowany jest na tyle blisko wybrzeża, że popołudniowa przechadzka jest idealnym rozwiązaniem.
Przez park z ogromnymi drzewami spotykanymi tylko w tej strefie klimatycznej, gdzie na zadbanych trawnikach białe ibisy z czarnymi długimi dziobami walczą o uwagę spacerowiczów w towarzystwie mew, gołębi i papug, dochodzę do symbolu Sydney - opera. W rzeczywistości nieduża i ... hm, no ładna to ona nie jest. Duży jest za to most - Harbour Bridge, po którego przęśle za grubą opłatą można pospacerować. Zaraz koło opery całkiem przyjemne nabrzeże z przystankiem dla promów oraz dalej, trochę ciszej i przytulniej - Darling Harbour z knajpą, gdzie zjem stek z kangura. I stąd już rzut beretem do The Rocks - najstarszej dzielnicy Sydney z niską kolorową zabudową, wąskimi przejściami między kamieniczkami, małymi sklepikami i knajpkami. Witamy w Australii!
 |
| zaczynamy na zielono - pierwszy obiad w Sydney |
 |
| real curry, i like it! |
 |
| pierożki na parze |
 |
| Sydney |
 |
| Sydney |
 |
| Sydney |
 |
| Opera i Harbour Bridge |
 |
| ibisy i mewy/ Sydney |
 |
| Sydney |
 |
| Sydney |
 |
| Sydney |
 |
| Sydney |
 |
| Sydney |
 |
| sztućce do kangura/ Sydney |
 |
| stek z kangura/Sydney |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz