niedziela, 7 września 2014

Drugi półmaraton

Po pierwszym półmaratonie we Wrocławiu i zrealizowaniu wszystkich moich celów zapał do uczestnictwa w kolejnym biegu był spory. Ze względu na wakacje wybór padł na Bmw Półmaraton Praski w Warszawie w ostatni weekend sierpnia. Ten bieg okazał się totalną klapą. Pierwsze 7 kilometrów szło dobrze, na dziesiątym przyszedł pierwszy kryzys, a potem było już tylko coraz gorzej. Po pierwsze nienawidzę biegania rano i tego bardzo się bałam. Organizm ludzki o wiele lepiej radzi sobie z dużym wysiłkiem fizycznym w godzinach popołudniowych, kiedy jest już w trybie "działania".
Przed biegiem poczytałam jak się przygotować do porannego startu więc pobudka o 6 rano, śniadanie biegacza - białe pieczywo z dżemem i czekoladą, do startu lekki rozruch czyli wszystkie poranne czynności oprócz ponownego wślizgnięcia pod kołderkę. Przed biegiem rozgrzewka no i start. Energii starczyło na połowę dystansu, a w trakcie okazało się, że ten półmaraton pod względem organizacyjnym to jedna wielka klapa. Wszyscy, którzy uprawiają sport wiedzą jak ważne jest picie w trakcie wysiłku. W trakcie biegu na pierwszym punkcie wolontariusze zbierali puste butelki po wodzie do worków na śmieci. Ludzie głośno uzewnętrzniali swoje niezadowolenie, ale że był to dopiero trzeci kilometr więc spokojnie można biec dalej. Na szóstym kilometrze woda była, ale nie została nalana do kubeczków. Aby dostać picie trzeba było się zatrzymać i stanąć w kolejce.... Szkoda czasu, biegnę dalej. Na kolejnym punkcie po prostu wzięłam ze zgrzewki butelkę, kilka łyków i butelka powędrowała na trawnik. Tak też robili inni, bo bieg z butelką nie jest wygodny. I wyobraźcie sobie, że do mety już wody nie uraczyłam. Wolontariusze zbierali butelki z trawników, zlewali resztki do butelek i w takiej postaci podawali biegaczom.... Raz nawet dostałam butelkę 1,5-litrową.... Woda ważna jest, a tutaj totalna klapa. A wiecie co zobaczyłam po przekroczeniu mety? Palety ze zgrzewkami wody.....
Drugi minus tego biegu - i na to na pewno będę zwracać uwagę przy wyborze kolejnego - sama trasa, która wiodła trzypasmówką otoczoną ekranami tłumiącymi dźwięk. Nuda, nuda, nuda..... I praktycznie zero kibiców. Na niektórych skrzyżowaniach stało zaledwie kilku gapiów. Jeden kibic jeździł po trasie rowerem i naprawdę wspaniale zagrzewał do walki krzycząc i klaskając. A poza tym nuda, nuda i nuda.... I nuda.
Na mecie czekał medal, widok tej upragnionej od 10 kilometrów wody i ... nic więcej. Pozostał odbiór rzeczy i powrót do domu.
Gdyby ten bieg był moim pierwszym półmaratonem start w kolejnym raczej nigdy nie doszedłby do skutku. Najważniejsze, że są biegi lepiej zorganizowane :).







  




 

1 komentarz: